2011-09-05
Karty turysty bezpiecznie spoczywają w plecaku w małej kieszonce. Wybraliśmy opcję Standard 72h (karta rozszerzona na komunikację miejską nie ma zupełnie sensu czego dowiedziemy na końcu podróży), dwie wygrałem w konkursach Facebookowych a dwie dla dzieci dokupujemy.
Łączny koszt 44PLN (gdyby nie te wygrane byłoby 114PLN)
Dzień 1 – Sobota
Jesteśmy spakowani już od piątkowego wieczora. Pobudka o 4.00, ale ciężko wstawać, tym bardziej, że od 3 dni deszcz leje nieustannie. Szybkie śniadanie, kawa w termos i zaczynamy pakowanie samochodu w strugach deszczu. Ostatnie poprawki i około 5:30 udaje nam się wyruszyć z Gorzowa. Jednym z zaplanowanych miejsc, które chcemy odwiedzić jest Malbork. Leży niemalże przy trasie przejazdu i będzie pierwszym punktem programu. Deszcz leje przez całe 300km dając nieco wytchnienia przed samym Malborkiem. Dojeżdżamy około 9:30. Na nasze nieszczęście w tym dniu odbywa się „Oblężenie Malborka” i wszystkie parkingi zamiast 10PLN kosztują 20PLN do 4 godzin plus 5PLN za każdą następną. Cóż począć. Deszcz nie ma zamiaru ustąpić i mimo, że nie leje to jednak parasole trzeba zabrać. Udajemy się pod zamek i do kasy. I tu pierwszy profit z KT – bilet zamiast 107PLN (córka do lat 7 wejście darmowe) kosztowały 85,60 – po stronie zysków KT zapisujemy 21,40PLN.
Wchodzimy z przewodnikiem, zwiedzanie ma trwać około 3 godzin i zapewne będzie trzeba się odłączyć od grupy bo dzieci należy zachęcać do takiej formy poznawania świata, ale nie można przesadzić. Trafia nam się świetny przewodnik doskonale wyczuwający potrzeby dzieci, których jest więcej w naszej grupie. Mówi tylko o najistotniejszych rzeczach, co rusz zwracając się do dzieci w przystępny dla nich i interesujący sposób. Stara się każdą sytuację wykorzystać tak aby zainteresować również najmłodszych turystów. 2,5h mijają bardzo miło i oto największy ceglany zamek w Europie mamy zwiedzony. Jeszcze tylko ciepła strawa w zamkowej restauracyjce „Piwniczka” i ruszamy do Gdańska.
Niestety niemile zaskakuje nas obwodnica i jej remont skutkujący dość dużym korkiem.
Po dotarciu na kwaterę w dzielnicy Żabianka pozostaje nam wolne popołudnie. Słońce próbuje się nieśmiało przebić przez rzedniejącą czapę chmur co zachęca do wycieczki. Podjeżdżamy samochodem do stacyjki SKM i czas na pierwszy przejazd kolejką. Wybieramy króciutki odcinek do Sopotu. Spacer „Monciakiem”, krzywy domek i powoli docieramy do Molo. Okazuje się, że za wejście na kawałek większego pomostu należy zapłacić 18PLN za rodzinę… wolimy zjeść lody i idziemy sobie pospacerować po plaży. Potem jeszcze klucząc między urokliwymi sopockimi domami wczasowymi, z których niektóre pamiętają czasy Wolnego Miasta wracamy do dworca i udajemy się na zasłużony wypoczynek.
Dzień 2 – Niedziela
Wstajemy wcześnie, małe śniadanko, kawa i czas zacząć zwiedzanie. Za oknem upału nie ma, ale jest słoneczko zatem raźno ruszamy do naszej stacyjki Gdańsk-Żabianka, samochód jak wczoraj zostawiamy na bezpłatnym parkingu tuż przy stacji. Przy zakupie biletów korzystamy z wakacyjnej promocji „ZOOM-SKM”, co oznacza, że dzieci mają ustawową ulgę 37% a rodzice 33%. Mimo wolnego dnia nie musimy długo czekać, żółto-niebieski skład w 15minut dostarcza naszą czwórkę do stacji Gdańsk Główny. Ku mojemu zdziwieniu SKM poprawia swój wizerunek bo wewnątrz zainstalowano siedzenia o podwyższonym komforcie. (potem okaże się, że jeżdżą jeszcze kolejki z siedzeniami ze skaju lub plastiku jakie znam z poprzednich wizyt w Trójmieście, ale stanowią niewielki procent unowocześnionych składów). Spacerkiem udajemy się w kierunku starówki. Mijamy kościół św. Katarzyny i Halę Targową (gdzie te czasy kiedy to owa hala i ta jeszcze lepiej zaopatrzona w Gdyni były jednym z ważniejszych celów dla przyjezdnych?). Docieramy do ulicy Groblej pod fontannę 4 kwartałów i już mamy przed sobą kolejny ceglany obiekt z kategorii „naj” – największy kubaturowo kościół ceglany w Europie czyli Bazylikę Mariacką. Przeciskamy się urokliwym przejściem między Bazyliką a plebanią gdzie skąpana w porannym słońcu czeka na nas ulica Mariacka z jej cudownym schodkami do wejść kamienic zaczynającymi się zdobionymi filarami oraz z tak charakterystycznymi „rzygaczami”. Dziewięcioletni syn szybko orientuje się skąd ta nazwa. Następnie łączącymi uliczkami docieramy do Długiego Targu i kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że to jedno z najładniejszych miejsc w Polsce. Uwielbiam tu bywać! Odwiedzamy siedzibę „Karty Turysty” i aktywujemy karty wygrane na Facebooku. Karty mamy aktywowane na godzinę 12.00 więc idziemy zwiedzić Bazylikę. Wybija południe i zaczynamy. Na „pierwszy ogień” Ratusz Głównego Miasta. My podziwiamy sale, zdobienia, obrazy, dzieci tymczasem obcują ze sztuką w sposób bardzo bierny ale i spokojny co zostaje im wynagrodzone tymczasową wystawą klocków Lego znajdującą się w niższych kondygnacjach budynku pod przeszklonym dachem. Na koncie zysków z KT (wejście gratis) zapisujemy 20PLN (koszt biletu rodzinnego).
Z ratusza dwa kroki do Dworu Artusa i jego prześlicznych sal. Oszczędność dzięki KT to kolejne 20PLN.
Po wyjściu z Dworu Artusa, kierujemy się na Długie Pobrzeże aby zwiedzić kolejny obiekt „naj” – tym razem najstarszy portowy żuraw w Europie. Tyle razy byłem w Gdańsku ale w Żurawiu nigdy, zatem jest wreszcie okazja. Zwiedzamy kolejne kondygnacje, oglądamy koła napędowe, liny i wyglądamy na Motławę z najwyższego okienka nad wciągiem „dźwigu”. Oczywiście wszystko w ramach wejścia przysługującego dla posiadaczy KT. Z żurawia dwa kroki na prom, który podczas minutowego rejsu przewozi nas na drugi brzeg. Zwiedzamy pierwszy zbudowany w PRL statek „Sołdek” – nie lada atrakcja dla dzieci oraz Centralne Muzeum Morskie w Spichlerzach. Za cały komplet obiektów zapłacilibyśmy 56PLN i tyleż dopisujemy do kolumny „zyski z KT”.
Nasze (a zwłaszcza dzieci) nogi zaczynają informować o zmęczeniu i niwelować chęci oglądania czegokolwiek a żołądki też upominają się o swoje. Wracamy promem i z przewodnikiem KT w ręku zaglądamy w menu wymienionych tam restauracji. Niestety większość z nich mimo zniżki 10% zniechęca cenami. Trafiamy w końcu na „Bar Neptun” na Długiej, który jakością przypomina typowe bary z epoki PRL. Jedzenie wygląda na smaczne, ludzi jest sporo co daje świadectwo jakości a ceny … cóż, za obiad dla rodziny za 56PLN to nie jest dużo zważywszy, że w byle restauracji 100PLN może nie wystarczyć.
Posileni i wypoczęci serwujemy dzieciom lody, a sami udajemy się do kawiarni Costa na kawę – zniżka 10% dla posiadaczy KT. Najmniejsza kawa to aż 330ml czyli więcej niż standardowy kubek. Wystarczająco. Mamy czas, więc jeszcze dom Uphagena – prześliczny wystrój, mimo, że dzieci tego nie doceniły to my moglibyśmy tam zostać na długie godziny (czytelnia w niebieskiej tonacji mnie oczarowała!) Warte uwagi jest to, że zmienia się podejście muzeów do zwiedzających i we wszystkich oddziałach MHMG kustosze ubrani są w stylowe stroje z epoki, co znacznie podnosi atrakcyjność zwiedzania i pomaga wczuć się w odpowiedni klimat – zysk dzięki KT to kolejne 20PLN.
Jeszcze spacer po Długiej i wizyta w „fabryce” cukierków gdzie akurat trafiamy na pokaz produkcji i wystarczy na dzisiaj, mamy późne popołudnie i czas wracać do domu. (zniżka na zakup cukierków to aż 25% - w ten sposób oszczędzamy 14PLN.
Dzień 3 - poniedziałek
Dzisiaj niestety wiele obiektów albo jest pozamykanych, albo działają w ograniczonym czasie (jakiś straszliwy zwyczaj nieprzystosowania do wymogów turysty – zwłaszcza w sezonie letnim). Mamy w związku z tym zaplanowane na dzisiaj ZOO, ale od rana leje jak z cebra. Cóż począć? W planach na inny dzień jest skansen w Szymbarku z jego domem do góry nogami i podobno ogromnymi kolejkami. Wpadamy na pomysł, że deszcz nam nie przeszkadza w staniu w kolejce a może dzięki takiej pogodzie będzie ona mniejsza. 50km jedziemy w strugach deszczu, ale humory nam dopisują bo w końcu mamy ciepło i na głowy nam nie pada. Na miejscu tylko lekko mży. Zakładamy kurtki przeciwdeszczowe i udajemy się do kasy. Zniżka dla posiadaczy KT to 20% - bilety po 15PLN bez względu na to czy dziecko czy dorosły czyli 60PLN, dzięki zniżce oszczędzamy 12PLN.
Nie pomyliliśmy się – wczesna pora (przed 10.00) i pogoda sprawiają, że do domu do góry nogami wchodzimy bez kolejki. Tu przekonujemy się jak łatwo jest oszukać nasz mózg, który stara się wyrównywać pion i poziom do krawędzi, które zna… z tym, ze owe krawędzie (np. okna) nie dość, że są ustawione „do góry nogami” to jeszcze pod skosem. Tracimy równowagę i orientację co wywołuje salwy śmiechu i niedowierzanie. Jednak po kilkunastu minutach nasze błędniki stanowczo domagają się ewakuacji, co z chęcią czynimy.
Poza owym domem skansen oferuje inne (wątpliwe) „atrakcje” przypominając nieco bezgustowny kram z tzw. "mydłem i powidłem”. Jest tu i dom Sybiraka i trapera Kanadyjskiego, i wagony, którymi wożono ludzi na Sybir i najdłuższa deska świata i fotel noblisty (w sumie taki fotel to nic innego jak jedno z tysięcy siedzisk, na którym spoczął Lech Wałęsa) – jednym słowem groch z kapustą o miernej wartości poznawczej, ale dom do góry nogami warto zobaczyć.
Wracamy do Gdańska i jako, że dzisiaj jest dzień bardziej pod kątem atrakcji dla dzieci, obiad zastępujemy wizytą w jednej z sieciowych restauracji fastfood – dzieciaki są wniebowzięte a i posiłek zostaje pochłonięty w całości.
Pogoda się poprawia zatem jedziemy do ZOO co latorośle przyjmują z dużym optymizmem a ja z obawami czy dadzą radę tyle spacerować po dość rozległym ogrodzie zoologicznym. Dzięki Karcie Turysty wstęp jest darmowy i na konto zysków wędruje aż 45PLN! Zoo jest tak atrakcyjną sprawą, że dzieci nie odczuwają żadnych objawów zmęczenia i bólu nóg… cud jakiś chyba.
Dzień 4 – wtorek
Po deszczowym poniedziałku zapowiada się ciepły, słoneczny dzień a w planie jeszcze sporo atrakcji. Jak wcześniej zostawiamy samochód przy SKM Gdańsk Żabianka (jazda do centrum w korkach plus poszukiwanie miejsca parkingowego, za które trzeba będzie zapłacić sporą kwotę za cały dzień mija się z celem, a do tego dzieci połknęły bakcyla podróżowania pociągami i jest to dodatkowa frajda). Wysiadamy na stacji Gdańsk Główny. Punkt pierwszy dzisiejszego dnia to Centrum Edukacji Archeologicznej "Błękitny Lew" przy ulicy Chmielnej, a więc spory kawałek od dworca. Nie ma co obciążać nóg skoro jest możliwość podjechania tramwajem, którego przystanek na Podwalu Przedmiejskim znajduje się 100m od muzeum. Wstęp z KT również bezpłatny i na konto wędruje 26PLN. Uliczka Hanzeatycka robi na nas ogromne wrażenie, fantastycznie wykonane postaci, warsztaty, stragany, do tego dobiegające zewsząd dźwięki ludzi, płaczących dzieci, pracujących rzemieślników czy kościelnych dzwonów działają jak wehikuł czasu pozwalający na moment cofnąć się o kilkaset lat! Wypada tylko pogratulować takiej wystawy!
Wyszedłszy z muzeum kierujemy się nad Motławę by wyruszyć w rejs na Westerplatte. Korzystamy z usług oferowanych przez stylizowane galeony „Lew” i „Perła”. Dzieci mają okazję przepłynąć się pirackim statkiem więc mamy dwie atrakcje w jednej. Karta Turysty oferuje zniżkę 10% ale w ten akurat dzień okazuje się, że wszystkie bilety w cenie ulgowych (jednakże w każdym innym dniu byłaby to oszczędność 12,40 dzięki KT). Na pokładzie ścisk ale udaje nam się zająć miejsca na skrzyni przy sterniku. Dzieciom kupujemy lody w pokładowym barze i wszyscy zadowoleni wyruszamy w półgodzinny rejs przez gdański port ku jakże symbolicznemu w dziejach Świata miejscu. Podczas rejsu przepływamy obok ogromnych statków, które z bliska robią naprawdę spore wrażenie, a gdy z naprzeciwka zbliża się galeon „Perła”, załoga „Lwa” szykuje się do salwy. Okręty ostrzeliwują się, co pasażerowie kwitują gromkimi brawami. Od nabrzeża, do którego przybijają statki turystyczne należy przejść około 800m do miejsc, które ponad 60 lat temu ostrzeliwał pancernik Schleswig Holstein. W międzyczasie w skróconej wersji dzieci dowiadują się o co chodzi i co to za miejsce, by po powrocie z satysfakcją opowiadać dziadkom i wszystkim znajomym o pociskach większych wzrostem od nich, które pancernik posyłał na ten mały skrawek lądu broniony przez polskich żołnierzy.
Spacer daje nam się we znaki i z utęsknieniem wypatrujemy galeonu, który zawiezie nas spowrotem do Gdańska. Okazuje się, że z zatłoczonego statku mało kto wysiadł i wszystkie miejsca są zajęte (w sumie nie dziwimy się niemieckiej części turystów) – wracamy na stojąco, a na osłodę słuchamy szant granych na żywo na pokładzie „Perły”.
Po przybiciu do brzegu udajemy się do znanego już baru „Neptun” a potem utartą ścieżką na lody i dalej na kawę do „Cafe Costa”. Nabrawszy sił zwiedzamy Muzeum Bursztynu (kolejne 20PLN na konto Karty Turysty) a w sklepiku na dziedzińcu muzeum żona i córka kupują bursztynowe drobiazgi, na zakup których karta Turysty oferuje 12% rabat (w naszym przypadku jest to jakieś 10PLN). Mimo nie tak dawnej regeneracji sił intensywność dnia daje nam się we znaki i powoli udajemy się na dworzec, aby kolejką wrócić na Żabiankę. Pogoda jest na tyle przyjemna, że jeszcze jedziemy do Jelitkowa na plażę – dużo miejsca, wszyscy typowi plażowicze o tej porze już konsumują, bądź trawią w zaciszu kwatery rybę wyjętą „prosto z morza” przed tym jak kilka miesięcy temu została zamrożona, a my mamy mnóstwo miejsca do gry w piłkę, freesby oraz przyjemnego wsłuchiwania się w plusk fal przybijających do brzegu.
Dzień 5 – środa
Do godziny 12.00 mamy jeszcze możliwość skorzystania z darmowej oferty jaką proponuje 72 godzinna Karta Turysty. Utartym sposobem jedziemy do Gdańska z tym, że z tunelu wychodzimy po zupełnie innej stronie niż zwykle i kierujemy nasze kroki ku Centrum Hawelianum na Górze Gradowej.
Rozpościera się stamtąd wspaniały widok na Gdańsk. W miejscu dawnego fortu w poszczególnych niszach znajdują się elementy bardzo ciekawej wystawy nawiązującej do dziejów tego miejsca i Gdańska. Wszystko podane w nowoczesny multimedialny sposób. Dzieci, które jeszcze nie miały historii w szkole, jedynie pobieżnie zapoznają się z tematem, a my dowiadujemy się między innymi, że w Gdańsku przebywał sam Napoleon Bonaparte!
Kończąc spacer po forcie odwiedzamy wystawę „Energia, Niebo Słońce”, która w przystępny i ciekawy sposób pozwala dzieciom (dorosłym również) zapoznać się ze zjawiskami fizycznymi (i nie tylko) towarzyszącymi nam na co dzień. Można tu wszystkiego dotknąć i przekonać się jak działa i dlaczego. Wstęp z KT darmowy – oszczędność 18PLN.
Mimo, że Karta Turysty oferuje jeszcze kilka obiektów do zwiedzenia za darmo niestety mijają właśnie 72h od momentu aktywacji i pozostaje nam już tylko korzystanie z ofert zniżkowych.
Wróciwszy do dworca przechodzimy tunelem na drugą stronę i udajemy się do pobliskiej wystawy „Drogi do wolności” (zniżka na KT 50% - płacimy jedynie 5PLN za rodzinę, oszczędzając kolejne 5PLN). Wystawa jest niewielka i nie dla dzieci ze względu na zbyt trudne informacje, zbyt drastyczne filmy i opisy zatem nie przebywamy tam zbyt długo mimo, że robi dość duże wrażenie. Pokazujemy dzieciom jedynie zainscenizowany sklep z lat 80’ PRLu, puste półki, dziwną kasę sklepową, butelki od mleka i oranżady jakie pamiętamy z naszego dzieciństwa i kobietę z wianuszkiem papieru toaletowego – dzieci zadają pytania a my tłumaczymy jak to było, że nic nie było…chyba rozumieją, ale czy aby na pewno? Czy to da się zrozumieć i uwierzyć w dobie komputerów, komórek i zaopatrzonych we wszelkie dobra sklepów? Nie wydaje nam się skoro wielu z tych, którzy to przeżyli zdaje się nie pamiętać…
Wracamy na Żabiankę i jadąc ze stacyjki na kwaterę odwiedzamy bar mleczny „Kmar” przy ul. Pomorskiej, który intryguje nas od kilku dni stałą ilością klientów niezależnie od pory dnia. I tu Eureka!!! Odkryliśmy chyba najlepszą jadłodajnię w mieście. Wprawdzie daleko od starówki ale warto tak planować czas aby tu się stołować. Ceny porównywalne lub niższe niż w barze „Neptun” ale jaki wybór i jakość!!! Dania domowe a porcje nie do zjedzenia – większość należy kupować „na pół” co robi wielu klientów – obiad do syta z kompotem dla rodzinki to od 50 do 60PLN! REWELACJA!
Posileni i zadowoleni jedziemy z dziećmi na podobno największy plac zabaw w Trójmieście „Kraina Zabawy”… w końcu nie samym zwiedzaniem człowiek (a zwłaszcza dziecko) żyje!
No ale żeby nie było tak dobrze to jedziemy jeszcze do Parku Oliwskiego. Zaczyna trochę padać, ale jesteśmy zabezpieczeni – parasole, kurtki i możemy spacerować. Okazuje się, że jednak szkoda, iż w pogoda nie pozwoli nam na dłuższy relaks na ławeczce w tak urokliwym miejscu. W katedrze w sezonie letnim o pełnych godzinach odbywają się 20minutowe darmowe koncerty organowe. Zostajemy aby posłuchać dźwięku oliwskich organów oraz zobaczyć ruchome elementy tego przepięknego instrumentu.
Dzień 6 – czwartek
Dzisiaj pora na Gdynię i będzie to pierwszy dzień, w którym nie przydadzą nam się Karty Turysty. Jak zwykle jedziemy kolejką SKM i z dworca Gdynia Główna idziemy na Skwer Kościuszki. Dzieci pierwszy raz widzą na żywo trolejbus – cóż za trakcja! Naszym oczom ukazuje się jeden z moich ulubionych trójmiejskich „gwoździ programu” – niszczyciel ORP „Błyskawica”. Syn jest zachwycony, córka mniej ale też jej się podoba. Dzieci z zainteresowaniem słuchają ciekawostek, zadają pytania, oglądają elementy okrętu – działa, miny, bomby głębinowe, maszynownię oraz modele zaprezentowane na wystawach.
Z „Błyskawicy” idziemy do akwarium, które w swoim czasie robiło na mnie spore wrażenie a tym razem jesteśmy z żoną nieco zawiedzeni. Dzieci natomiast są zachwycone zarówno żywymi okazami jak i niektórymi wystawami w obiekcie. Ulubieńcem rodziny staje się „urocza” ośmiornica sporych rozmiarów.
Spacerkiem wracamy do dworca i tym razem pokonamy kolejką cały odcinek Gdynia-Gdańsk. Dodatkowym elementem podnoszącym morale młodszej części rodziny jest fakt, że dzisiaj obiad będzie znów w fastfoodzie (tym razem innej sieci).
Posileni idziemy na spacer w kierunku starówki bez wyraźnych celów muzealno kulturalnych. Sycimy oczy urokiem Gdańskich kamienic i uliczek oraz uzupełniamy niedobory zdjęciowe z tej części miasta.
Po powrocie na kwaterę decydujemy, że czas na stały punkt rodzinnych wakacji czyli „nocne zwiedzanie”. Ze względu na zmęczenie i późną porę podejmujemy ryzyko wyprawy samochodem. Ryzyko się opłaca bo miejsce parkingowe znajdujemy już za pierwszym podejściem w okolicach Targu Drzewnego. Niestety podczas tej wyprawy musimy zawiesić część elementów wychowawczych bo wracamy grubo po 22.00 a i lody spożywane nocą na świeżym powietrzu spowodowały niedowierzanie naszych latorośli – ale w końcu możliwość zwiedzenia gdańskiej starówki nocą jest tego warta.
Dzień 7 – piątek
Okazało się, że z zaplanowanych do zwiedzania miejsc zostało nam jeszcze tylko Centrum Nauki „Experyment” w Gdyni Redłowie. (zniżka na KT 50% - oszczędzamy kolejne 9PLN) Tym razem wybieramy się samochodem i poznajemy kolejne prawa rządzące zjawiskami przyrody oraz pojętą nauką. Zapoznajemy się ze złudzeniami optycznymi, próbujemy zrozumieć fizykę a przy tym dobrze się bawimy choć z przeczytanych opisów mieliśmy chrapkę na dużo większe centrum nauki niż to co zastaliśmy. Wracając wizytujemy wspomniany wcześniej bar przy Pomorskiej i utwierdzamy się w dotychczasowym przekonaniu – to kulinarny przebój naszych wakacji.
A po południu czas na odpoczynek po tygodniu pełnym wrażeń. Brak słońca wystraszył plażowiczów ale temperatura jest idealna do wspólnej zabawy na pisaku, obserwacji statków stojących na redzie i wdychania zapachu morskiego powietrza.
Dzień 8 – sobota (wyjazd)
Dziś zaczyna się Jarmark Dominikański a my musimy opuścić Trójmiasto. Zdajemy klucze, jedziemy zapakowanym autem w znane nam miejsce przy stacji SKM Żabianka i ostatni raz jedziemy kolejką do Gdańska Głównego. Jarmark powoli się rozkręca, jeszcze nie wszystkie stragany są otwarte ale jest ich tyle, że nie sposób wszystko obejrzeć w ciągu jednego przedpołudnia. Najciekawsze jak zwykle są ulice okupowane przez różnej maści kolekcjonerów. Zapewne w następnych dniach i tygodniach będzie tu mnóstwo ciekawych imprez i występów, ale to już zobaczą inni. My wracamy kolejką na Żabiankę i przed podróżą posilamy się oczywiście w ulubionym barze. Czas wyjechać, dzieci mają smutne miny i my w sumie troszkę też. Na pewno tu wrócimy, no bo jak nie wracać do Trójmiasta, które za każdym razem, co kilka lat pokazuje inne swoje oblicze. A jeszcze tyle miejsc nie widzieliśmy – nadrobimy następnym razem.
-------------------------------------------------------------------------------------
*** OSZCZĘDNOŚCI DZIĘKI KARCIE TURYSTY TO 308 PLN - czyli nawet gdybyśmy nie wygrali dwóch kart a kupili wszystkie to oszczędność byłaby prawie 200PLN.
*** UZASADNIENIE NIEOPŁACALNOŚCI WYKUPOWANIA KARTY MAX (z przejazdami):
Karta MAX na 72H kosztuje odpowiednio 75PLN normalna i 45PLN ulgowa co daje dodatkowy koszt dla rodziny w kwocie 126PLN i należy zaznaczyć, że darmowe przejazdy są tylko przez 72h!!!
My w czasie 72h obowiązywania karty wydaliśmy:
Na przejazdy SKM – 44,20 PLN
Na przejazdy tramwajem – 8,40 PLN
Razem – 52,60!!!!
Zakładając, że nie mamy samochodu doliczam jeszcze dojazd do Zoo i spowrotem za 16,80 oraz dojazd do centrum Nauki Experyment i spowrotem– 17,68 co daje razem 87,08PLN.
W ciągu całego pobytu wydaliśmy na komunikację 113,80 PLN
Na przejazdy SKM – 105,40 PLN
Na przejazdy tramwajem – 8,40 PLN
Nie jest to wina Gdańskiej Organizacji Turystycznej a operatorów komunikacyjnych, którzy sprzedają zupełnie nieopłacalną ofertę jako coś specjalnie „dla turystów”. Gdyby ów bilet metropolitalny obowiązywał przez np 7 dni zmieniałoby to postać rzeczy a na 72h to musimy zdecydować – albo jeździmy komunikacją żeby wyjść na plus albo zwiedzamy...wystarczy z rozwagą zaplanować kolejność zwiedzanych obiektów i nie ma potrzeby przepłacania za komunikację.
*** OSTRZEŻENIE DLA PODRÓŻUJĄCYCH SAMOCHODEM!!!! Jedziemy w stronę Koszalina – korek przy zjeździe z obwodnicy, cierpliwie turlamy się przez 20 minut będąc pewnymi, że to przez skrzyżowanie przy zjeździe… okazuje się, ze korek ma ponad 20 kilometrów i kończy się (dla nas) dopiero w Redzie przy rozjeździe na Hel (nie wiem czemu tyle ludzi tam jedzie? Ich czeka jeszcze pewnie kilkadziesiąt kilometrów korka). Żałujemy, ze nie pojechaliśmy inną drogą i zastanawiamy się kto wymyślił aby obwodnicę skończyć jeszcze w Gdyni podczas gdy do Redy jedzie się terenem zabudowanym ze światłami co 500m…
2012-05-08
2012-04-23
2012-04-18
2012-04-18
2012-04-11
2012-04-03
2012-03-27
2012-03-23
2012-02-21
2012-02-20
Ewa - Gorzow 2012-02-01
Muzeum Bursztynu we wtorki ma wstep wolny Panie Arturze! http://www.mhmg.gda.pl/index.php?oddzial=4&view=open
Jak i pare innych miejsc w Gdansku.
Ewa - Gorzow 2012-02-01
Muzeum Bursztynu we wtorki ma wstep wolny Panie Arturze! http://www.mhmg.gda.pl/index.php?oddzial=4&view=open
Jak i pare innych miejsc w Gdansku.
Pub Duszek
Dom Uphagena
Biuro Turystyczne FIFI TRAVEL